Make your own free website on Tripod.com



O autorze
Mapa witryny
E-mail
Linki



Stanisław Ciesielski

Polacy w Kazachstanie 1940-1946.
Zesłańcy lat wojny


Wstęp
Zakończenie


Spis treści

Wstęp
Rozdział I. Deportacje
Rozdział II. Kazachstan - elementy charakterystyki środowiska.
Rozdział III. Liczebność ludności polskiej w Kazachstanie 1940-1946.
Rozdział IV. Status Polaków zesłanych do Kazachstanu.
Rozdział V. Wyżywienie zesłańców.
Rozdział VI. Warunki mieszkaniowe.
Rozdział VII. Odzież i obuwie.
Rozdział VIII. Zatrudnienie polskich zesłańców.
Rozdział IX. Zdrowotność zesłańców.
Rozdział X. Pomoc dla ludności polskiej.
Rozdział XI. Edukacja i opieka nad dziećmi.
Rozdział XII. Życie religijne.
Rozdział XIII. Otoczenie wobec Polaków.
Rozdział XIV. Życie kulturalne i rozrywki.
Rozdział XV. Nastroje w polskich zbiorowościach.
Zakończenie
Bibliografia
Spis tabel
Spis ilustracji



O autorze
Mapa witryny
E-mail
Linki




















Powrót do spisu treści

Wstęp

          Stan badań nad dziejami ludności polskiej w ZSRR w latach II wojny światowej jest już dość bogaty ilościowo, a ostatnie lata przyniosły znaczący postęp również w literaturze krajowej. Badania te koncentrowały się w dużej mierze na sferze politycznych relacji polsko-radzieckich, na tworzeniu armii polskiej, opiece nad obywatelami polskimi w głębi Związku Radzieckiego, działalności Związku Patriotów Polskich, zagadnieniach oświatowych i kulturalnych. Istnieją natomiast nadal poważne luki w odniesieniu do wielu innych problemów. Brakuje pełnego monograficznego opracowania losów Polaków w radzieckich obozach pracy, działalności ambasady polskiej i jej placówek w terenie, przemieszczeń ludności polskiej w latach 1941-1942, mobilizacji obywateli polskich do Armii Czerwonej i tzw. armii pracy itp. Stosunkowo niewiele miejsca poświęcano zagadnieniom codziennego bytu skupisk polskich, ograniczając się w najlepszych wypadkach do - skądinąd wartościowego i przynoszącego cenne informacje - zarysowania ogólnie tragicznych warunków, w jakich setkom tysięcy polskich obywateli przyszło żyć przez kilka lat w "odległych rejonach" radzieckiego imperium.
          Książka ta nie pretenduje do wypełnienia wszystkich tych luk, choćby w odniesieniu do ludności, która trafiła na obszar Kazachstanu. Jej przedmiotem są wyłącznie losy osób deportowanych do tej republiki radzieckiej w latach 1940-1941, z wyraźną intencją pokazania zwłaszcza ich codziennego życia w tej stepowej krainie.
          Już poczynione wyżej uwagi wskazują, iż w pracy tej poza ramami rozważań pozostawiono tę zbiorowość polską, która znalazła się w Kazachstanie w 1936 r. w wyniku deportacji z przygranicznych terenów Ukraińskiej SRR. Przesiedleni wówczas Polacy byli obywatelami ZSRR. Ich tragiczny los wiązał się z zarzuceniem idei tzw. polskiej autonomii narodowościowej na Ukrainie. Deportacja objęła wówczas ok. 36 tys. osób, które osadzono w specjalnych osadach pozostających pod bezpośrednim zarządem NKWD. Przesiedleńcom pozwalano zabierać niemal cały posiadany inwentarz, co zasadniczo różniło tę operację od poźniejszych wywózek z ziem polskich. Natomiast ich los był o tyle tragiczniejszy, że poszczególne grupy wyładowywano po prostu w stepie i ludzie ci sami musieli od podstaw budować domostwa i zagospodarowywać się. Rozlokowano ich przede wszystkim w północnych obwodach Kazachstanu: północnokazachstańskim, kustanajskim i karagandyjskim. Niektórzy zesłańcy z lat 1940-1941 mieli możność spotkać osady zamieszkane przez Polaków deportowanych z radzieckiej Ukrainy i uzyskać od nich pomoc.
          Celowe wydaje się w tym miejscu zwrócenie uwagi na treść pojęcia "deportacja", które pojawi się tu wielokrotnie, a wyznaczającego zakres analizowanych zjawisk. Jest to o tyle zasadne, że spotkać się można z niejednoznacznym, zwykle rozszerzającym jego stosowaniem. Deportacja w przyjętym tu sensie to przymusowe, represyjne przesiedlenie ludności (określonej jej grupy) do wyznaczonych - z reguły odległych, choć nie wydaje się, by był to warunek sine qua non - miejsc pobytu na stałe, bądź na określony czas. W polskiej tradycji ugruntował się też w tym znaczeniu termin "zesłanie". Jest to zjawisko odmienne od uwięzienia, czy pozbawienia wolności poprzez umieszczenie w obozie koncentracyjnym, obozie pracy itp. nie tyle przez sam fakt pozbawienia (ograniczenia) wolności, ile poprzez odmienny charakter tego pozbawienia (ograniczenia) związany ze statusem deportowanego z jednej strony (o czym szczegółowo w odniesieniu do interesujących nas tu deportacji będzie mowa w rozdziale wprowadzającym tej książki), a więźnia i obozu z drugiej. Oznacza to, że w dalszej analizie brane będą pod uwagę grupy podlegające masowym przesiedleniom w latach 1940-1941, ale wyłączeni zostaną z niej ludzie uwięzieni w radzieckich obozach pracy (tzw. łagrach), obozach jenieckich itp., choć potocznie niekiedy mówi się o nich - zwłaszcza o tych pierwszych - jako o "zesłanych" do tychże obozów.
          W niniejszej pracy starano się przede wszystkim odpowiedzieć na generalne pytanie: jak żyli Polacy deportowani z wschodnich obszarów II Rzeczypospolitej do Kazachstanu. W toku podjętych badań rychło okazało się, że na wiele kwestii kryjących się za tym zdawało by się prostym pytaniem odpowiedzieć jest niezwykle trudno i prezentowane tu ustalenia nie mogą w efekcie pretendować do miana ostatecznych i pełnych, a w wielu przypadkach mają raczej dopiero wstępny charakter. Pełniejsze odpowiedzi na liczne pytania szczegółowe wymagają dalszych, pogłębionych studiów, również o interdyscyplinarnym charakterze, przy zaangażowaniu socjologów, antropologów kultury, psychologów. Już pobieżne choćby dotknięcie tematu życia na zesłaniu pozwala jednak ustalić katalog problemów podstawowych. Do nich należą zwłaszcza te związane z najprościej rozumianą egzystencją człowieka, które jednak w tych konkretnych warunkach czasu i miejsca urastały do wymiaru decydujących o życiu w sensie najbardziej dosłownym. Jedzenie, ubranie, mieszkanie - to były sprawy naczelne, których rozwiązywanie pochłaniało niemal wszystkie siły i myśli zesłańców. Jakże wiernie odbijają to ogromnie liczne wspomnienia, relacje, czy rzadziej trafiające w ręce badacza diariusze. Z tymi trzema problemami bezpośrednio i nierozerwalnie wiązał się czwarty: praca, której charakter i warunki oznaczały najczęściej po prostu fizyczną eksploatację polskich zesłańców. Dla ogromnej rzeszy deportowanych "do oddalonych rejonów" Związku Radzieckiego - jak to enigmatycznie, ale przecież złowrogo dla każdego, kto miał choć cień wyobrażenia o rzeczywistej treści tego sformułowania, określały władze tego kraju - praca od świtu do zmroku była materialną treścią codzienności, wymiarem zniewolenia, a zarazem podstawowym źródłem środków nędznej wegetacji. Te cztery obszary życia zesłańców dają się z warsztatowego punktu widzenia opisać stosunkowo łatwo. Problemem jest raczej szansa i zasadność formułowania sądów generalizujących, niż niemożliwość ustalania faktów. Skromny zasób źródłowy nie pozwolił na pełne przedstawienie działalności na terenie Kazachstanu placówek polskiej ambasady w latach 1941-1943, zresztą celem autora było nie tyle monograficzne ujęcie tej kwestii, ile wskazanie jaką rolę instytucje te odgrywały w życiu zesłańców. Wobec istnienia prac odnoszących się do działalności opiekuńczej i oświatowej w okresie istnienia Związku Patriotów Polskich, a w skromniejszym stopniu także do działalności opiekuńczej Ambasady RP w ZSRR, ograniczono się w tym zakresie do krytycznego ich wykorzystania, przy szerszym niż dotąd odwołaniu się do źródeł pamiętnikarskich. Znacznie trudniejsza była analiza innych zjawisk, związanych ze stosunkami między ludźmi, odczuciami, postawami, przeżyciami psychicznymi. Problemem zasadniczym jest tu odczytanie źródeł, nie w sensie dosłownym oczywiście, ale znaczeń kryjących się za werbalnymi opisami faktów zawartymi np. w relacjach zesłańców. Wielokrotnie powtarzające się informacje o takim czy innym przebiegu kontaktów z władzami czy miejscową ludnością, o formie praktyk religijnych czy okolicznościowych obrzędów dają się wzajemnie weryfikować i pozwalają ustalić ich zewnętrzny obraz. Natomiast treść stosunków międzyludzkich, jakość przeżywania kontaktu z otoczeniem w indywidualnym i grupowym wymiarze nie zawsze do końca jest uchwytna, a jej zjawiskowy wyraz bywa zwodniczy. To samo dotyczy istotnego zjawiska, jakim była zmienność nastrojów: ich falowanie w odpowiedzi na zmieniającą się sytuację polityczną i wojenną nie ulega wątpliwości, ale wnioskowania na podstawie wspomnień o skali depresji czy euforii, a zwłaszcza o skutkach tych uniesień i załamań dla postaw i zachowań w praktyce codziennej egzystencji jest już rzeczą złożoną i budzącą wątpliwości.
          Autor starał się wykorzystać możliwie szeroki zestaw różnorodnych materiałów źródłowych. Bez wątpienia bardzo poważne wśród nich miejsce zajmują akta wytworzone przez polskie instytucje i organizacje: przede wszystkim przez ambasadę Rzeczypospolitej Polskiej w ZSRR i jej placówki terenowe, komórki różnych ministerstw rządu polskiego na obczyźnie oraz Związek Patriotów Polskich w ZSRR. Znaczące miejsce wśród wykorzystanych źródeł zajmują dokumenty radzieckie, jakkolwiek w dostępnym autorowi zakresie nie stanowią one zwartego zespołu i nie pozwalają budować pełnego obrazu z punktu widzenia władz radzieckich. Zasadnicze znaczenie świadomie przypisano relacjom samych zesłańców. Różne instytucje zgromadziły ich już tysiące, z czego ułamek opublikowano, a stale narastający ich zasób długo jeszcze będzie mógł stanowić podstawę różnorodnych badań prowadzonych przez reprezentantów wielu dyscyplin naukowych. Autor miał możliwość zapoznania się z paruset takimi zapisami. Bezpośrednio w książce przywołana została tylko ich część, co wynika zarówno ze względów technicznych, jak i świadomej selekcji. Jest to zatem w wielu wypadkach wskazanie przykładów, a nie podanie pełnej dokumentacji ustaleń faktograficznych czy formułowanych twierdzeń i hipotez. Na marginesie tej kwestii rodzi się pytanie, czy rozszerzanie bazy źródłowej o kolejne zbiory typu pamiętnikarskiego w sposób istotny może wzbogacić wiedzę o dziejach polskich zesłańców w ZSRR. Odpowiedź nie jest prosta i jednoznaczna. Niewątpliwie każda relacja wnosi do tej wiedzy pewne nowe elementy, pomaga w ustaleniu kolejnych faktów, odsłania odczucia innej osoby. Częstokroć są to informacje ważne np. dla coraz dokładniejszego rozpoznania rozmieszczenia polskich zesłańców, ich liczby w poszczególnych punktach osiedleńczych, także dla wzajemnej weryfikacji przekazów. Zarazem jednak dla ustalenia charakteru pewnych zjawisk ogólniejszych, typowych, dla określenia modeli sytuacyjnych, mnożenie przekazów poddawanych analizie od pewnej ich liczby staje się bezcelowe. Zapewne precyzyjne określenie takiej liczby nie jest możliwe, w dużym stopniu zależy bowiem od typu stawianych przez historyka pytań, ale też zdaje się nie ulegać wątpliwości, iż dla ustalenia np. typowego miejsca zakwaterowania w danym regionie wystarczy zapoznać się z kilkudziesięcioma relacjami, bowiem następne nie wnoszą już nic nowego. Równie pewne jest jednak i to, że istniejące już zasoby pamiętnikarskie wykorzystano dotąd w ograniczonym zakresie. Stwierdzenie to odnosi się nawet może w mniejszym stopniu do kwestii fizycznego kontaktu z nimi badacza, a bardziej do kwestionariusza pytań, jakie ów badacz formułuje.
          Tak obfite korzystanie w tej książce z relacji i wspomnień zesłańców nieodparcie nasuwa pytanie o ich wartość jako źródła. Pojawia się tu podstawowe zagadnienie relacji między obrazem indywidualnych doświadczeń, jednostkowymi obserwacjami mieszczącymi się w sferze "dziejów doświadczonych", a generalizującymi konstatacjami, odnoszącymi się do większych zbiorowości i odtwarzającymi ich ponadindywidualne losy. Wieloraka i wielokrotna weryfikacja faktów zarejestrowanych w indywidualnych relacjach pozwala na wyraźne wyodrębnienie zjawisk i sytuacji typowych, powtarzalnych, których jednostkowy zapis ma wymiar egzemplifikacji, oraz zjawisk i sytuacji szczególnych, wyjątkowych, odbiegających od standardu, choć przez to bynajmniej nie mniej autentycznych. Masowość relacji, a w przypadku przytoczonej ich liczby można już śmiało o takiej mówić, pozwala patrzeć na ich przedmiot oczami nie pojedynczego, niepowtarzalnego w swym osobowościowym wymiarze człowieka, lecz oczami zbiorowości, co podnosi walor poznania, a zarazem nie pozbawia go humanistycznego charakteru. Na podkreślenie zasługuje różnorodność owego materiału. Sięgnięto do pisanych "na bieżąco" diariuszy i listów, do relacji i zeznań sporządzanych niemal bezpośrednio po przedstawianych w nich wydarzeniach, gdy dystans czasowy od nich był znikomy (kilka, kilkanaście miesięcy), jak i do typowych wspomnień, spisywanych z perspektywy lat kilkudziesięciu, choć czasem na podstawie zachowanych notatek. Ich autorami są najczęściej tzw. zwykli ludzie, rekrutujący się z różnych warstw i grup społecznych, choć niektóre z przytaczanych tekstów weszły już do klasyki "literatury zsyłkowej".
          W pracy przyjęto w zasadzie układ problemowy, pozwalający na możliwie najprecyzyjniejszy opis poszczególnych sfer życia zesłańców, a w tych ramach starano się wskazać dynamikę zachodzących procesów. W konsekwencji jednak nieuniknione stały się niekiedy pewne powtórzenia informacji o faktach wyznaczających kontekst przedstawianych zjawisk, choć autor starał się minimalizować ich skalę.





















Powrót do spisu treści

Zakończenie

     Masowe deportacje nie były ani wynalazkiem systemu radzieckiego, ani osobistym wymysłem Stalina. Ale to właśnie w tym systemie zastosowano je na niewyobrażalną skalę, nadając im zarazem wymiar ważnego elementu polityki państwowej i czyniąc je swoistą "normą" postępowania wobec grup ludności ocenianych na Kremlu jako choćby tylko potencjalnie niebezpieczne. Ofiarą tej praktyki padli także w latach 1940-1941 obywatele polscy zamieszkali we wschodniej części II Rzeczypospolitej. Znaczna ich część trafiła do Kazachstanu.
     Wraz z wysiedleniem z rodzinnych stron przesiedleńcy tracili cały lub niemal cały majątek: domy i mieszkania, ich wyposażenie, inwentarz gospodarczy żywy i martwy, odzież, biblioteki i inne dobra kultury. Wyraźnie determinowało to ich położenie w nowych miejscach pobytu. Musieli tworzyć od podstaw elementarne warunki bytowania, a okoliczności tego procesu były na ogół ekstremalnie trudne. Całkowicie nowe warunki przyrodnicze, brak odpowiednich kwater, głód i szalejące choroby, wyniszczająca praca - były to czynniki dziesiątkujące zesłańców.
     W takich warunkach - na skutek w pełni świadomych decyzji władz państwowych ZSRR - życie codzienne stawało się niekończącym się pasmem udręk, dramatów i tragedii. Każdy niemal dzień większości deportowanych zaczynał się i kończył najbardziej podstawowymi pytaniami: o to co uda się zdobyć do zjedzenia, co założyć na grzbiet i na nogi, czy będzie czym ogrzać kąt mieszkalny. Każdy dzień niósł ze sobą zagrożenie bytu, nieuchronnie rodzące refleksję: co z nami będzie? co stanie się ze mną jako jednostką, z moją rodziną, z grupą, z którą się identyfikuję, z nami jako ludźmi i jako Polakami? Opresyjna rzeczywistość miała odgrywać funkcję degradującą jednostkę ludzką do poziomu siły roboczej, bezwolnie podporządkowującej się nakazom i zakazom, wtopionej w bezkształtną masę "społeczeństwa radzieckiego", jedyny cel widzącej w minimalnym zaspokojeniu najbardziej elementarnych potrzeb. Jakże głęboki sens miało zdanie powtarzane ze srogim ostrzeżeniem przez niższych i wyższych funkcjonariuszy, a z dobrotliwą życzliwością przez prostych ludzi: "nie priwykniosz - podochniosz", będące symbolem tamtejszej codzienności.
P     owszedni dzień polskiego zesłańca był więc walką o to, by nie "podochnut'". Jak trudna, dramatyczna była to walka, jak przerażające były warunki, w jakich się toczyła - o tym traktują odpowiednie rozdziały tej książki i nie ma potrzeby powtarzania tam zawartych ustaleń w formule z konieczności ograniczającej się do utartych frazesów. W tej walce sukcesem był każdy kolejny dzień. Nie zawsze kończyła się ona zwycięstwem, a świadectwem tych porażek pozostają kości polskich zesłańców w kazachstańskiej ziemi.
     Czy jednak rzeczywistą antynomią śmierci było "przywyknięcie", przystosowanie się do realiów panujących na "nieludzkiej ziemi"? Jest to w istocie pytanie czy owo "przywyknięcie" to zdolność do wykonywania przez kilkanaście godzin dziennie ciężkiej pracy w stepach i kopalniach, spowszednienie obcowania z wszami, pluskwami i karaluchami, przyzwyczajenie się do stałego uczucia głodu, do snu na klepisku w ziemiance, do powszechnego brudu, do chodzenia w łachmanach? W tym sensie zesłańcy zapewne jakoś "przywykli" - wszak nie mieli wyboru - choć ograniczali te dolegliwości jak mogli i jak umieli, "cywilizując", na miarę sił i środków, fizyczne otoczenie, wyczyniając prawdziwe cuda kulinarne, nabierając wprawy i sprawności w wykonywaniu narzuconych robót.
     Ale przetrwać oznaczało nie tylko podtrzymać biologiczną egzystencję. Przeciwnie nawet - ta ostatnia w dużej mierze zależała od umiejętności wyzwolenia aktywności czerpiącej swe źródło nie tylko, a może i nie przede wszystkim, z sił fizycznych, ale także z bardziej niewymiernych i trudniejszych do zdefiniowania sił "duchowych". Była to zdolność do przeciwstawienia szokowi wywołanemu już samym aktem wyrwania z rodzinnych siedzib, wtłoczenia w bydlęce wagony i powiezienia w nieznane, a pogłębionemu zetknięciem z obcą, surową przyrodą, z obcym kulturowo i cywilizacyjnie, często wrogim otoczeniem. Ta zdolność oznaczała przyswojenie sobie nowych reguł postępowania, często kolidujących z zakorzenionymi nawykami i wyznawanym systemem norm (np. akceptację kradzieży czy oszustwa), znalezienie rozsądnej proporcji między uległością a sprzeciwem, rezygnację z niejednego życiowego dogmatu i zarazem uchronienie wartości, których wyrzeczenie się oznaczało degradację moralną. Aby przeżyć nie tylko w biologicznym, ale i humanistycznym sensie tego słowa "priwyknut'" można było i wolno było tylko w ograniczonym zakresie, równocześnie stawiając instynktownie czy świadomie opór zewnętrznej opresji. Przejawami tego oporu były i odpowiednie zachowania w pracy, i dbałość o wygląd, i kultywowanie religii, i starania o utrzymanie dzieci w polskości. W tych też kategoriach - choć oczywiście nie tylko - widzieć należy utrzymywanie więzi rodzinnych i środowiskowych, czy tworzenie "domu" nie tylko jako miejsca do spania i jedzenia, ale jako ogniska domowego, skupiającego myśli i uczucia, kształtującego osobowość. Przeciwstawienie się apatii, rezygnacji, ubezwłasnowolnieniu, nawet jeśli żywiołowo przybierało formy zaskakujące - jak choćby owa złudna wiara we Francję i Amerykę, wróżby i seanse spirytystyczne - było warunkiem przetrwania. Pogrążający się biernie w rozpaczy staczali się w końcu i duchowo, i fizycznie.
     Ta wielowymiarowość "codziennego życia" czyni zeń ogromnie szeroki i złożony obszar badawczy. Autor niniejszej książki starał się ustalić pewien zrąb faktów w tym zakresie, pokazać pewne typowe sytuacje, mając jednak świadomość, że nie wyczerpuje nawet w warstwie opisowej złożoności ludzkiego dramatu. Nie powtarzając tu ustaleń zawartych w poszczególnych rozdziałach, należy zwrócić uwagę na kilka spraw ogólniejszych. Jakkolwiek do lata 1941 r. los polskich zesłańców był określany decyzjami centralnych władz ZSRR, szczegółowymi instrukcjami i dyrektywami, co sugerowałoby daleko posuniętą uniformizację sytuacji w czasie deportacji i na zesłaniu, to w praktyce bywało bardzo różnie. Ogromnie wiele zależało od konkretnych warunków lokalnych i od konkretnych ludzi: zarówno tych występujących po stronie umownie nazwanej "radziecką", jak i samych Polaków. Zjawiska typowe łatwiej przy tym wskazać w okresie do sierpniowej amnestii w 1941 r., gdy Polacy - przy wszystkich subtelnych różnicach wynikających z odmienności kategorii - byli formalnie zesłańcami. Obraz ten poważnie komplikuje się w okresie późniejszym, co wynika ze zniesienia ograniczeń nałożonych przez zesłańczy status oraz występującej od jesieni 1941 r. co najmniej do połowy 1942 r. ogromnej ruchliwości Polaków. Po amnestii w daleko większym stopniu sami zesłańcy mogli wpływać na swój los, choć nie oznaczało to możliwość dokonywania w pełni świadomych i nieskrępowanych wyborów. Wielokrotnie decydował los, przypadek, zbieg różnych, niezależnych od nich okoliczności, ale też istniało dość spore pole dla indywidualnej i grupowej aktywności i zaradności. W każdym razie warunki życia Polaków na skutek działania różnych czynników wyraźnie się różnicowały. Ogromnie utrudnia to określanie jakichś wspólnych mianowników dla większych grup, zwłaszcza, że różnice położenia mierzone mogą być tak specyficznymi kryteriami jak wielkość przydziału chleba czy liczba par butów w rodzinie. Różnica 100 g pieczywa była różnicą ogromną, mogła wręcz wyznaczać granicę między głodem a względną sytością. Oczywiście i wtedy istniały pewne wyznaczniki wspólnoty losu Polaków i w poszczególnych rozdziałach starano się je wskazywać, tyle że rysują się one dość nieostro poprzez znaczne rozszerzenie skali praktycznych wariantów.
     Wiele zagadnień zostało jedynie zasygnalizowanych lub wstępnie zarysowanych. W trakcie badań pojawiły się problemy zasługujące na gruntowniejsze studia. Wskazać tu należy przede wszystkim cały wachlarz pytań związanych z kształtowaniem się i dynamiką postaw ludzi deportowanych, z ich zachowaniami w sytuacjach charakterystycznych dla położenia zesłańców. Trudne warsztatowo, ale niesłychanie ważne dla zrozumienia i wyjaśnienia całokształtu życia na zesłaniu byłoby pogłębione spojrzenie na zasady moralne, którym hołdowano, którymi kierowano się w rozwiązywaniu dramatycznych dylematów. W kontekście tych problemów pojawia się zagadnienie ról odgrywanych w grupach zesłańczych, a zwłaszcza w rodzinach, przez poszczególne osoby. Jest to m.in. kapitalna kwestia roli matki, najczęściej dźwigającej na swych barkach odpowiedzialność za rodzinę jako całość i za poszczególnych jej członków, stającej przed całym szeregiem wyborów, w których stawką było wręcz życie jej najbliższych. Ale jest to także kwestia dziecka, które niejednokrotnie w codziennym zesłańczym życiu polskiej rodziny odgrywało role absolutnie niestandardowe, przypisane w normalnych warunkach innym pokoleniom. Niektóre z tych kwestii w różnej formie pojawiły się na kartach tej książki, choć niejednokrotnie tylko na marginesie. Ich głębsza analiza wymaga wstępnych studiów z udziałem specjalistów różnych dyscyplin naukowych: socjologów, antropologów kultury, psychologów. Autor tych słów przyznaje, iż nie zawsze był w stanie sprostać wymaganiom podjętej problematyki w tym właśnie zakresie. Czuje się jednak uprawniony do sformułowania postulatu rychłego uczynienia tych zagadnień przedmiotem dalszych studiów. Jest to bowiem kwestia nie tylko pełniejszego opisu zesłańczego losu. Problemem o kapitalnym znaczeniu byłoby określenie wpływu kilkuletniego pobytu w głębi ZSRR na ludzi, którzy doświadczyli wszystkiego, co się z tym łączyło. To, że wpływ taki miał miejsce, zdaje się nie ulegać wątpliwości. Niektóre związane z tym kwestie były sygnalizowane w tej pracy. Jednakże gruntowniejsze ustalenie jego charakteru i zakresu wymagałoby podjęcia badań porównawczych, w których należy wziąć pod uwagę przemiany zachodzące w tym samym czasie w zbiorowościach polskich pozostających przez całą wojnę na ziemiach wschodnich, a zwłaszcza w okresie okupacji radzieckiej, wśród Polaków w Polsce centralnej, a także w grupach poddanych wywózkom do Rzeszy. Niezwykle interesujące byłoby także przeanalizowanie zmian w stosunkach społecznych zachodzących wśród przesiedlonych. W głąb ZSRR, w tym i do Kazachstanu trafili ludzie o zróżnicowanym rodowodzie, położeniu materialnym i usytuowaniu w hierarchii społecznej. W ciągu sześciu lat ich doświadczenia były w dużej mierze zbliżone. Jak wpłynęło to na ich późniejsze miejsce w społeczeństwie, jak rzutowało na pojmowanie własnego statusu i na stosunek do innych grup? Są to pytania bardzo ważne, jednak odpowiedzi na nie udzielić niesłychanie trudno przy dzisiejszym stanie wiedzy. Poważne ograniczenie stanowi przy tym charakter źródeł. Incydentalnie tylko przynoszą one bezpośrednie informacje na ten temat, co rodzi znaczne trudności przy ewentualnym budowaniu twierdzeń o ogólniejszym charakterze. Wnioskować z nich wszakże można, iż wspólnota losów nie zawsze i z pewnością nie od razu niwelowała istniejące wcześniej dystanse społeczne. Niekiedy pamięć o wcześniejszym statusie czy próby kultywowania utrwalonych nawyków i zachowań były czynnikami stymulującymi walkę o przetrwanie i zachowanie godności, w innych wypadkach utrudniały pozytywnie rozumiane przystosowanie się do istniejących warunków. Jakkolwiek zatarcie wcześniejszych różnic społecznych w okresie pobytu w ZSRR zdaje się nie ulegać kwestii, bowiem wymuszały to okoliczności, to trudno bez dalszych badań orzekać o stopniu związanych z tym przemian świadomościowych. Upraszczając to zagadnienie można stwierdzić, że wprawdzie rodziny inteligenckie czy arystokratyczne żyły i pracowały na równi z chłopskimi, nie ma jednak wystarczających przesłanek do formułowania ogólniejszego poglądu na temat ewentualnych wyobrażeń tych ludzi o ich przyszłym statusie społecznym i o ewentualnych zmianach stosunków po - nieuniknionym, w co wierzono - powrocie do normalności.
     Wyjaśnienia wielu tych i innych zjawisk, które obserwowalne były w środowiskach zesłańców na obczyźnie, a później przez wiele lat po powrocie do ojczyzny i które - biorąc pod uwagę liczebność tych środowisk - rzutowały w jakimś stopniu na funkcjonowanie sporej części polskiego społeczeństwa jest zadaniem stojącym nie tylko przed historykami, ale i przedstawicielami innych dyscyplin naukowych.