Make your own free website on Tripod.com



          















Michał Jagodziński

NA NIELUDZKIEJ ZIEMI

DEPORTACJA

   10 lutego 1940 roku, o godzinie 3. rano przyjechało na naszą kolonię NKWD z wojskiem. Do kaźdego domu wszedł rosyjski żołnierz. Ludzie jeszcze spali, walili w drzwi kolbami karabinów, żeby im otworzyć. Do naszego domu wszedł żolnierz i rozkazał zbierać się wszytkim, kto tylko był w mieszkaniu - stary, młody, małe dzieci, chory czy nie chory.
   Najpierw szukał broni, czy aby ktoś nie miał karabinu, albo rewolweru. Nikomu nie wolno było ruszyć się z mieszkania, a zwłaszcza starszym, jak Ojciec i Matka. Po rewizji kazał ubierać się i powiedział, że można będzie zabrać ze sobą tyle, ile można udźwignąć w rękach czy na plecach. Wiem, że niektórzy żołnierze mówili ludziom: "bierzcie co tylko możecie, bo pojedziecie bardzo daleko". Na dworze stały konne sanie, na które nas załadowali. Tak samo było z resztą sąsiadów. Na każdą rodzinę był furman z saniami. Na dworze było bardzo zimno, wielki mróz i śnieg. [...]


"Zwoje" (The Scrolls), 7(20), 1999